Rozwalanie od środka

Tak, jak miałem nadzieję, że o ks. Jacku Międlarze nie będę już tutaj pisał, tak okazało się, że ów zdecydował zaistnieć medialnie co najmniej w dyskusyjny sposób – ponieważ publicznie opowiadając o tym, że (rok po święceniach!) występuje ze zgromadzenia zakonnego – czym, jak i całą swoją postawą, szkodzi on ewidentnie Kościoło, czego kompletnie nie rozumie. Dosłownie, kilka słów na ten temat. W przeciwieństwie do modlitwy – której w tym kontekście przyda się jak najwięcej.

Bardzo pięknie na tę sytuację zareagował o. Grzegorz Kramer SI, który opublikował (co niektórzy mają mu za złe – samą publikację) dosłownie, i z tytułu, list. Przede wszystkim piszący, że go lubi od czasu poznania go osobiście, wzywając go, aby oddał się swojemu powołaniu, a nie walce politycznej. Zwrócił też uwagę, że to Zły podpowiada, że jest źle i ten czy tamten powinien wziąć sprawy w swoje ręce i sam wszystko ratować. Wezwał go do nawrócenia i powrotu do zakonu.

Podobny emocjonalny tekst opublikował na Aletei ks. Łukasz Kachnowicz, nawiązując do swojej pielgrzymki do Ziemi Świętej i tego, jak kilka dni przed nią dowiedział się o odejściu od kapłaństwa swojego przyjaciela. Pisał o Bogu pełnym paradoksów, który powołał na przywódcę apostołów nie Jana, który wytrwał do końca, ale Piotra, który się zaparł i w sumie zdradził Go. Bo Bóg wybiera i buduje nie na duchowych tytanach – a na tych najsłabszych właśnie. Oddaje się tym słabym ludziom – glinianym naczyniom. I prosił o modlitwę za księży.

Nie da się ukryć, że decyzja ta musiała być przemyślana a moment starannie wyreżyserowany – skoro odejście nastąpiło w dniu 26 września, a więc we wspomnienie liturgiczne patrona zgromadzenia św. Wincentego a’Paulo. Po co taka manifestacja? Nie wiem. Raczej przemyślany „prztyczek” wobec zakonu.

Pojawiają się komentarze w stylu: „Działania ks. Międlara wpisują się idealnie w schematy aksamitnego rozsadzania Wspólnoty od wewnątrz. Tym razem nie lewackimi ideami, ale pod pozorem tych wartości, które zakorzenione są najgłębiej w sercach katolików. Udana prowokacja polega na tym, że do rozłamu, wykorzystuje siłę przeciwnika. Powoduje, że atakowany z własnej woli, z najlepszymi intencjami i w najlepszej wierze, odcina się od tego, co dla niego najświętsze. Gdyby ktoś otrzymał zadanie przeprowadzenie idealnej operacji rozłamowej w Kościele, zastosowałby dokładnie ten schemat. Prowokacja więc, świadome działanie ks. Międlara czy tylko naiwność połączona z czyjąś umiejętnością posłużenia się jego emocjonalną niedojrzałością?” (redaktor naczelna wpolityce.pl Marzena Nykiel)

29 września 2016 r., a więc 3 dni później, ks. Międlar wystąpił u Jana Pospieszalskiego w programie „Warto rozmawiać” (na początku wspominki – polecam przewinąć od razu do 13 minuty). Wystąpił po cywilnemu, bez koloratki – mimo wcześniejszego konsekwentnego pojawiania się w sutannie. Mam wrażenie, że całość tego wystąpienia to taki jeden wielki żal do przełożonych – „mnie zabroniono mówić, zabroniono dać świadectwo, wyjść publicznie i głosić Ewangelię Jezusa Chrystusa”. Posługiwał się pojęciami „lojalki”, jaką miał podpisać miesiąc wcześniej – pod groźbą suspensy. Nawet Jan Pospieszalski, znany ze swoich poglądów, zwrócił uwagę na oczywistą niekonsekwencję ks. Międlara – że chce budować Kościół od podstaw, poza Kościołem? Na co zwrócił także uwagę rzecznik KEP – sprzeczność wykorzystywania nauki Kościoła przeciwko niemu. Pospieszalski trafnie zadał pytanie: z kim ksiądz chce łączyć siły, jednocześnie plując na Kościół – w czym odniósł się do spiskowej teorii o „talmudycznym i gejowskim lobby”. Prowadzący rozmowę także wprost nazwał zarzuty Międlara bezpodstawnymi i zapytał, jak one się mają wobec ewangelicznej zasady, aby zarzuty stawiać bezpośrednio, wprost, konkretnie. Pospieszalski postawił diagnozę podobną do Marzeny Nykiel – przeciwnicy Kościoła „odpalają” szampany. Czyli próbował – nieskutecznie dość – wytłumaczyć ks. Jackowi to, że bardziej szkodzi, niż pomaga.

Jest sporo niedomówień i nadinterpretacji w zakresie obecnej sytuacji ks. Jacka z punktu widzenia prawa kanonicznego – o czym mówił TP jeden z krakowskich kanonistów. Formalnie nie otrzymał indultu, który może uzyskać w przypadku inkardynacji do diecezji – formalnego podporządkowania się danemu biskupowi diecezjalnemu. Czyli zostałby księdzem diecezjalnym – co, mówiąc szczerze, wobec obecnego zamieszania medialnego, które sam umiejętnie podsycał, wydaje się mało prawdopodobne. Poza tym sama procedura usunięcia ze zgromadzenia jest złożona (szczegóły są w tekście) – warto zwrócić uwagę, że autor – kanclerz kurii krakowskiej – zasugerował, iż do uregulowania jego sytuacji prawnej, kapłan taki jak ks. Międlar powinien zostać suspendowany – co, o ile wiem, dotąd miejsca nie miało. „Zgodnie z kanonem 701 kodeksu prawa kanonicznego wydalona osoba przestaje być zakonnikiem (ustają jej prawa i obowiązki związane z profesją zakonną). Jeśli jednak jest kapłanem, nie może wykonywać święceń, dopóki nie znajdzie biskupa, który zgodzi się takiego księdza „tułacza” przyjąć. Do tego czasu nie może on odprawiać mszy, ani spowiadać. – Gdyby to jednak czynił – mówi ks. Majer – msza byłaby sprawowana niegodziwie, a spowiedź – nieważnie”.

Co powinniśmy zrobić wobec takich tez, oszczerstw wobec duchownych (w tym biskupów), deklaracji, a może pogróżek?

Jesteśmy na wojnie dobra ze złem. Również ze złem, które zamieszkało w licznych pałacach biskupich. Publicznie oświadczam, że prędzej umrę niż wyrzeknę się Chrystusa, Ojczyzny i troski o Święty Kościół Katolicki, do którego przynależę i przynależeć będę. Katolicy, narodowcy, patrioci! Weźmy sprawy w swoje ręce! Będąc prawdziwie zaangażowani, nie ulegając diabelskim naciskom, żywię nadzieję, że niebawem przyjdzie nam się cieszyć ze Wspólnoty Chrystusa, wolnej od gejowskiego i talmudycznego – mającego nas za »niewolników« i »robactwo« i dążącego do totalnej destrukcji cywilizacji chrześcijańskiej – kąkolu.

Gejowskie lobby Kościoła katolickiego oraz środowiska żydowskie w Polsce (już niebawem będę ujawniał skandaliczne fakty), „Gazety Wyborczej”, paramasońskie aparaty (np. Rotary International), wrogi Kościołowi i Ojczyźnie Komitet Obrony Demokracji oraz inne organizacje wspierane przez Żyda Sorosa, pokroju Fundacji Batorego i Otwartej Rzeczpospolitej, na pierwszy rzut oka okazały się sprytniejsze. Prowadzą destrukcyjną działalność w parze ze zdemoralizowaną hierarchią, na czele z abp. Stanisławem Gądeckim i prymasem Polski Wojciechem Polakiem. Zmusiło mnie to do podjęcia radykalnego kroku.

Modlić się, i to dużo. O opanowanie i nawrócenie dla ks. Jacka. I za wszystkich tych, którzy stoją wobec pokusy łączenia się z nim w jakimś bliżej nieokreślonym oporze wobec do końca nie wiadomo czego. To nie jest dobre i nie służy niczemu ani nikomu, poza popularności samego ks. Międlara – który zresztą na Twitterze zdążył zapowiedzieć wydanie książki (hmm, moje pierwsze skojarzenie to „ustawka” w ks. Haramsą [o którym dzisiaj mało kto pamięta], jego „coming-out” i również za moment zapowiedź książki). Pytanie, kiedy on to zrozumie.

Bo to, że nie rozumie za bardzo tego, czym jest kapłaństwo, i czym kapłan ma służyć, wynika najbardziej ze słów:

Tak naprawdę po rozmowie z przełożonym dowiedziałem się, że moja perspektywa na najbliższe lata, na najbliższe naście lat, a nawet 20 lat, miałaby się ograniczać jedynie do spowiadania, odprawiania Mszy Świętej. Mógłbym pomarzyć o jakiejkolwiek katechizacji, jakichkolwiek wykładach w seminarium, itd. Stąd podjąłem decyzję, że ciężko ciągnąć to dalej. Jezus obdarzył mnie wiedzą, obdarzył mnie talentami, obdarzył mnie wiarą, stąd sprzeniewierzyłbym się Ewangelii, gdybym te wszystkie talenty i charyzmę, którą Bóg mi dał, zakopał pod ziemię.

Wybaczcie – no koniec świata! Czego oni od biedaka oczekują? Dramat. Problem – Międlara, nie wszystkich naokoło – polega na tym, że on chyba w ogóle nie rozumie, po co został kapłanem. Bo kapłaństwo to właśnie przede wszystkim Eucharystia, spowiedź, udzielanie sakramentów – nauczanie (katechizacja, wykłady, kariera naukowa) to wszystko obok, dodatek, który może być, ale nie musi. Nic dziwnego, że od kilku dni Facebook jest pełen wpisów księży, którzy – wyrażając swój sprzeciw wobec tego, co prezentuje Międlar – piszą, że są po prostu szczęśliwi i spełnieni w tym, że „tylko” spowiadają i odprawiają Msze Święte – to chyba jeden z niewielu pozytywów tej całej sytuacji. Można ten dar wykorzystać dla dobra swojego i ludzi – a można go roztrwonić, szkodząc i rozwalając Kościół (choć, jak wierzę, nic mu nie grozi – niejeden taki Międlar był, niejeden pewnie też będzie po tym naszym). Niektórzy w tym kontekście – człowieka rok po święceniach – sugerują zbadanie ważności przyjęcia przez w/w święceń…

A inicjatywy, pojawiające się na Facebooku, takie jak „Cała Polska w obronie księdza Jacka Międlara” to kolejna, niestety, krecia robota – obawiam się, w dużej części ludzi działających z dobrej woli, może i mających własne osobiste dobre doświadczenie ks. Jacka. Tylko nie potrafiących obiektywnie ocenić tego, co dzieje się dzisiaj – kiedy ks. Międlar prezentuje po prostu jeden wielki brak pokory. Czego najlepszym dowodem jest, przytaczana często w tych dniach, wypowiedź – ha! – Sługi Bożego abp. Fultona J. Sheena – nie żadnego średniowiecznego mnicha, ale współczesnego nam XX-wiecznego amerykańskiego biskupa:

Po święceniach kapłańskich spędziłem dwa lata w Waszyngtonie na studiach, a następnie 5 lat za granicą. Gdy zakończyłem naukę, wysłałem mojemu biskupowi dwa listy. Jeden z nich zapraszał mnie do utworzenia szkoły filozofii scholastycznej na Uniwersytecie Columbia. Drugi z listów zawierał zaproszenie do Oksfordu, gdzie, wraz z ks. Ronaldem Knoxem miałem współtworzyć pierwszy katolicki wydział od czasów reformacji. Wysłałem oba listy biskupowi i zapytałem: “Które zaproszenie mam przyjąć?”. Jego odpowiedź brzmiała: “Wracaj do domu”. Wysłał mnie do najgorszej parafii w naszej diecezji i mianował mnie wikarym. Był to prawdziwy dopust Boży. Tylko 20% parafian władało językiem angielskim. Żadna z ulic nie była wyłożona chodnikiem. Powiedziałem: “W porządku. To jest to. Tego chce ode mnie Chrystus”. Byłem całkowicie zadowolony. Po roku zadzwonił do mnie biskup i powiedział: “Pojedziesz do Waszyngtonu i obejmiesz profesurę na tamtejszym Uniwersytecie Katolickim. Obiecałem im trzy lata temu, że im ciebie przyślę”. Spytałem: “Dlaczego zatem Ekscelencja nie wysłał mnie tam, gdy wróciłem do domu?” Odpowiedział: “Chciałem tylko sprawdzić, czy będziesz posłuszny. A teraz już biegnij” – i od tego czasu wciąż biegnę.

Wyraźnie podkreślę – nie uważam, że zawsze przełożony ma rację, co dość jasno wynikało z tego, co pisałem o sporze na linii ks. Wojciech Lemański – abp Henryk Hoser SAC. Ale i tam w pewnym momencie, pomimo eskalowania emocji przez osoby z zewnątrz, doszła do głosu pokora i sytuacja została, może nie najsensowniej, ale rozwiązana. Tutaj pokory nie ma za grosz – co niestety potwierdziły ostatnie wypowiedzi księdza Jacka. I idzie to wszystko w kierunku case’u ks. Piotra Natanka.

Trzeba się modlić. I to bardzo dużo. Za ks. Jacka Międlara. I za tych, którzy mogą – w dobrej wierze – pójść za nim.

foto – zdjęcie ks. Łukasza Kachnowicza z jego wpisu

9 thoughts on “Rozwalanie od środka”

  1. Stając po jednej z stron, stajesz sie automatycznie przeciwny nauczaniu Jezusa Chrystusa-„Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem”.

    1. admin pisze:

      Ale jakiego sporu? Jest człowiek, który występuje z zakonu i otwarcie stawia bardzo poważne zarzuty przełożonym i biskupom. Nawet Pospieszalski nie rozumie, o co mu chodzi, i wykazuje mu bez problemu sprzeczności w rozumowaniu. Sprawa jest oczywista. Mnie jest go po prostu żal, tak samo jak wszystkich, którzy dają się ponieść kolejnej spiskowej teorii talmudystyczno-gejowskiej.

  2. Tam była prostytutka, którą chcieli ukamieniować. A tu mamy księdza, który zwątpil w swoją wiarę w kosciół i o tym głośno mówi. Podziwiam go za odwagę. Nie każdego na to stać.
    Wiarą sie żyje, a nie wyznaje.

  3. admin pisze:

    Ale różnica jest zasadnicza: prostytutkę przyprowadzono do Jezusa, i On jej przebaczył. A ks. Międlar – podpierając się Jezusem – szkodzi Kościołowi, daje zły przykład wykrzywionego rozumowania posłuszeństwa (na zasadzie: dopóki się zgadzają na wszystko to jest ok – a potem idę własną drogą, ale z Jezusem na sztandarze).

    Podziwiasz za odwagę – a w czym konkretnie? Moim zdaniem on w nic nie zwątpił – i to jest właśnie jego problem. On jest do bólu pewien, że ma rację i zamierza – jak widać – poświęcić kosztem tego swoje powołanie zakonne, a kto wie czy nie kapłaństwo.

    Tu trzeba współczuć i modlić się, a nie podziwiać.

  4. Właśnie podziwiam go, że jest gotów stracić wszystko dla swojego przekonania, może wiary w coś?. Kto wie?
    A czy szkodzi kościołowi? Byłem dzisiaj na mszy i jakoś mi nie przeszkodził. A instytuacja „kosciół” moim zdaniem warta jest tyle zachodu, co zeszłoroczny śnieg, którego zreszta było jak na lekarstwo.
    Wiarą się żyje a nie wyznaje.

  5. admin pisze:

    No to widzę sprzeczność u Ciebie. Albo twierdzisz, że podziwiasz człowieka za to, że poświęca wszystko – albo uważasz, że to, co on właśnie poświęca, jest warte tyle, co zeszłoroczny śnieg.

    A co do cytatu z końca wypowiedzi – i co w związku z tym? Rozumiem, że – dość bezpodstawnie – zakładasz, że ja „tylko” wyznaję?

  6. Nie zrozum mnie żle. Moim celem jako chrześcijanina jest brac przykład z tego co mówił Jezus. Wszelaki osąd, czy to księdza, który zwątpił w swoje powołanie, czy prostytutki, jest zaprzeczeniem wiary w to co mówił Chrystus- „Nie sądżcie, abyście sami nie byli sądzeni” .
    . Podgrzewając ten temat stajesz się jednym z tych co chcieli ukamieniować. Czy to jest życie wiarą?
    Pozostawmy to bez komentarza.
    Zapraszam na mojego bloga:
    https://nagoprzedbogiem.blogspot.com/

  7. admin pisze:

    Ok, czyli coś w stylu „Bóg tak, Kościół nie”. Cos, z czym ja się nie zgadzam i w zakresie czego zwróciłem wyżej uwagę na pewną niekonsekwencję.

    To nie jest żaden spór teologiczny, sprawa tylko dla papieża czy mądrych głów Kościoła. Tu sprawa jest banalna, zerojedynkowa. Nie podgrzewam niczego – nie rozumiem infantylnosci Miedlara, jego decyzji i tego, że z uporem nie widzi zla, jakie wyrządza.

    Ja to nie kamienuję – problem jest w tym, że to on sam się, na własne zyczenie, wystawia poza nawias. I szkodzi w ten sposób.

    W tej konkretnej sprawie wiara to posłuszeństwo. Którego Miedlarowi zabrakło.

  8. Prosze o akceptacji moich komentarzy na ogólnodostępność.

Dodaj komentarz