Promienie w Bożej tęczy

Dzisiaj – wybór świetnych myśli z książeczki, właściwie wywiadu-rzeki, jaki Artur Sporniak przeprowadził z o. Leonem Knabitem OSB (najsłynniejszym chyba polskim zakonnikiem w ogóle, a na pewno benedyktynem) pt. Tajemnice zakonu.
Książka raczej niewielka, ale… hmm, piękna na swój sposób. Siłą rzeczy pewne w niej poruszane kwestie – skoro mowa o zakonie i jego „zasadach gry” (a raczej może „zasadach gry w zakonie”) – odnoszą się tylko do benedyktynów. Ja jednak odniosłem wrażenie, że bardzo dużo kwestii można i wręcz warto stosować we własnym, żeby nie było: świeckim, życiu.
Poniżej subiektywny wybór najciekawszych myśli:

>>>

Często okazuje się, że dopiero po spróbowaniu zaczynamy się do czegoś przekonywać i czerpać z tego dużo radości i zadowolenia. Zakosztuj Boga, a stanie się w twoim życiu oczywisty! Chodzi o to, by wartości stały się dla mnie zwyczajnością. Tak jak oddech. Wdycham Słowo Boże, czytam dobre książki. Żyję rytmem modlitwy. Pan Bóg staje się codziennością. Co nie znaczy, że wszystkie problemy znikają.

Trzeba odnaleźć się w tej tęczy, którą jest Chrystus, gdyż Chrystus jest jak promień światła, rozszczepiony na miliardy kolorów. Każdy człowiek powinien odnaleźć swoją własną barwę.


Mimo nagości zobaczył w nim człowieka! I tak właśnie należy patrzeć na ciało. Trzeba człowieka przyjmować takim, jakim jest. Ciało jest piękne. To diabeł – małpa – z wszystkiego, co piękne, próbuje zrobić nie wiadomo co.

Mnisi traktują opata jak pana i władcę, a opat traktuje siebie jako sługę. I na tym polega paradoks życia mniszego – gdy tak żyjemy, wtedy wszystko układa się dobrze.

W trudnych sytuacjach człowiek kłóci się z Panem Bogiem. Ale jest też druga strona medalu – siostry to odebrały jako świadectwo pokory i posłuszeństwa. Były bardzo zbudowane. Gdy nakazują ci coś słusznego, to posłuszeństwo nie jest żadnym trudem. Niełatwo jest być posłusznym w rzeczy, która wydaje się nam bezwartościowa.

Początkiem miłości jest bojaźń Boża – przynajmniej się lękaj. To przestroga dla tych, których jeszcze nie stać na miłość. Nie należy tracić wiary w miłosierdzie Boże, ale też jest powiedziane: uważaj, bo twoje postępowanie może doprowadzić cię tam, gdzie na pewno nie chciałbyś trafić.

Najważniejsze wskazówki: wczytuj się w Pismo Święte,m rozmawiaj z Bogiem, wpatruj się w miłującego Ojca. I dopiero na końcu: nie zmuszaj Boga do tego, żeby cię musiał karać.

Gniew jako emocja nie jest zły sam w sobie. Jezus też się gniewał na ludzi, których zbawił. Trująca jest dopiero zaciekłość – taka zatwardziałość w gniewie: poczekaj, ja ci jutro pokażę!

Porównuj się z Panem Bogiem, z którym zawsze przegrasz, bo jesteś od Niego niższy, i zawsze wygrasz, bo wiesz, że jesteś przygarniany i kochany.


Bóg patrzy z miłością. Jestem „pod miłującym okiem Ojca”, który mnie rozumie, powala nawet na grzech, by móc przebaczyć. 


Jezus, jako Syn Boży, nie musiał cierpień, a jednak chciał być z nami do końca. Bóg Stwórca zgodził się na to, by ludzie i aniołowie mieli wolną wolę. Skutek jest taki, że świat jest nieustającym dramatem. Ale nie zostawił na samych sobie. Jezus wszedł w samo centrum i głębię tego ludzkiego dramatu, by go przemienić na chwałę i wieczne szczęście – z miłości. To jest tajemnica wiary, musimy pochylić głowy, bo jej do końca nie zrozumiemy, ale na pewno daje nam ona siły do zmagania się z życiem.

>>>

Książeczka u wydawcy chyba niedostępna, ale tu i ówdzie w internecie widziałem. Ja czytany egzemplarz wynalazłem w bibliotece publicznej 🙂 Może mała praca domowa – dowiedzieć się czegoś o jakiś zakonach, skoro mamy de facto „rok zakonników”? 

Dodaj komentarz