Najważniejsza – a jej nie widać

Po wyjściu Judasza z wieczernika Jezus powiedział: Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale – jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię – dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie. Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. (J 13,31-33a.34-35)

Niedzielny fragment Ewangelii to tylko niewielki kawałek większej całości. Ale warto zwrócić uwagę na pewną kwestię – wydawało by się, że my dzisiaj to jesteśmy biblijnymi Alfami i Omegami, wszystko rozumiemy, dokładnie wiemy, o co Panu Jezusowi chodziło. A guzik. Czasami sobie myślę, że im dalej, tym gorzej. Niby staram się nad sobą panować, z tym Bogiem współpracować, słuchać, starać się… A potem otwieram Biblię, czytam, i ni w ząb nic nie rozumiem.

O co tutaj chodzi? Judasz trzaska drzwiami w wieczerniku, wręcz poganiany jakby przez Zbawiciela (chwilę wcześniej wypowiada słowa, w tłumaczeniu Tysiąclatki, „co masz czynić, czyń czym prędzej!”) – czyli zaczyna się „ostatnia prosta” przed wydarzeniami Triduum – a Jezus (?!?) zaczyna wychwalać Boga Ojca, mówiąc że oto właśnie… został uwielbiony. Zdradą? Nie, pokorą i posłuszeństwem wobec woli Ojca. Syn Boży przyjmuje wolę Boga Ojca i pokazuje, że miłość to przyjmowanie tego, co daje Bóg. Tak po prostu, bez gadania, bez użalania się, bez wyścigów, a kto bardziej jest nieszczęśliwy, doświadczony, kogo bardziej strzyka w krzyżu.

To jest może takie trochę dziwne, ale mam wrażenie, że trochę tej miłości w nas i między nami – chrześcijanami, czy wąsko: katolikami – po prostu nie widać. Żyjemy obok siebie, w wielkich miastach, osiedlach, blokach, a każdy jakby żyje sobie sam. Niby się znamy, kłaniamy sobie, nawiązujemy jakieś tam relacje, a jednak zawsze na dystans lekko. Żeby nie być za blisko, żeby się nie zaangażować. Bo jeszcze ten ktoś będzie czegoś potrzebował, może pomyśli że do mnie może przyjść po pomoc, albo wręcz od razu przyjdzie i co ja wtedy…

A to jest problem o tyle duży, że ten tekst Jezusa, w szczególności słowa: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie” chyba trzeba rozumieć w ten sposób, że ta miłość ma być w nas i dla nas (dla siebie nawzajem), ale ona ma być także widoczna i namacalna dla innych, patrzących na nas z boku. Bardzo często niestety nie jest – nie widać nawet jakiejś radości, entuzjazmu, skoro ludzie z minami cierpiętników wloką się do kościoła, patrzą na siebie spode łba w ławkach, a potem skwaszeni wychodzą ze świątyni, bardzo często już w tym momencie folgując sobie w różnego rodzaju komentarzach o tym, kogo, z kim, jak ubranego w tym kościele widzieli. Kojarzysz, prawda?

Nam jest ciężko i wolimy ponarzekać, postękać, bo brakuje nam tej Bożej perspektywy. Tu nie chodzi o to, że jak człowiek wierzy, to wszystko się samo robi, a ja leżę na słoneczku i kontempluję. Życie pozostaje takie samo, jakie jest – ale ja umiem wtedy inaczej na nie spojrzeć, zmienia się jakby kąt widzenia. Każde doświadczenie, trudność czy wyzwanie dnia codziennego przestaje być przykrym dowcipem Boga, przysłowiową kulą u nogi czy podłożoną, za przeproszeniem, świnią – a staje się okazją właśnie do tego, aby Jego samego w tym doświadczeniu uwielbić i oddać Bogu chwałę. Tak właśnie, jak zrobił to Jezus w tak trudnej chwili.

Tę miłość wzajemną dzisiaj Pan Bóg każe nam kierować, uzewnętrzniać w kierunku osób, do których jest nam ją żywić najtrudniej. Ktoś może powiedzieć, że to jest banał – a jednak: nie muszę każdego lubić, ale każdego mam kochać. Niby niewielka różnica, ale jednak kolosalna. Dlatego ja dzisiaj spróbuję pokochać ks. Jacka Międlara CM, który ostatnio w swojej działalności sporo nerwów mnie kosztuje. Nie rozumiem tego, co robi, uważam że jest z tego sporo kontrowersji i niepotrzebnych emocji, a przy tym przyczynia się do utrwalania w grupach narodowców pewnych niewłaściwych stereotypów. A jednak – i jego Pan Bóg każe kochać. Każdego.

Może stąd właśnie te słowa Pana: „dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie”? i po nich wskazanie, co trzeba zrobić, aby iść Jego drogą: „przykazanie nowe daję wam…”. Nie można pójść tak na serio za Nim, dopóki się nie zacznie miłować innych – oczywiście, nie tak doskonale, jak On to uczynił; ale na maxa, z całych sił.

Każdy z nas ma na pewno duże pole do popisu – znajdzie takich, których kochać nie chce, nie potrafi się przemóc, nie umie. Tylko że tu nie chodzi o jakiś automatyzm, działanie byle jak, bo tak trzeba. To ma być miłość – którą najpierw trzeba od Boga przyjąć, i dopiero wtedy można się nią podzielić. Ludzka miłość nie jest zdolna do takiego dzielenia. Bóg cię kocha i nie tylko dlatego, abyś tę Jego miłość po prostu przyjął, ale abyś z nią szedł w świat i dzielił się. Może właśnie najpierw z tymi, na których nie możesz patrzeć.

Dodaj komentarz