Brud całego dnia

Było to przed Świętem Paschy. Jezus, wiedząc, że nadeszła godzina Jego, by przeszedł z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował. W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty, syna Szymona, aby Go wydał, Jezus, wiedząc, że Ojciec oddał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło, nim się przepasał. Potem nalał wody do misy. I zaczął obmywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany. Podszedł więc do Szymona Piotra, a on rzekł do Niego: „Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?” Jezus mu odpowiedział: „Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale poznasz to później”. Rzekł do Niego Piotr: „Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał”. Odpowiedział mu Jezus: „Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną”. Rzekł do Niego Szymon Piotr: „Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę!” Powiedział do niego Jezus: „Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy”. Wiedział bowiem, kto Go wyda, dlatego powiedział: „Nie wszyscy jesteście czyści”. A kiedy im umył nogi, przywdział szaty i znów zajął miejsce przy stole, rzekł do nich: „Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie „Nauczycielem” i „Panem”, i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem”. (J 13, 1-15)

Epidemia koronawirusa trwa właściwie już ponad rok – i jak tu się odnaleźć w sytuacji tego fragmentu, który mówi o obrzędzie, geście obmycia nóg – w sytuacji, w której (w archidiecezji gdańskiej, ale nie tylko) z przyczyn epidemiologicznych, uzasadnionych, biskupi wprost wskazują, że obrzęd ten należy pominąć – aby unikać okazji do zakażenia, niewielki dystans pomiędzy osobami? Liturgia kieruje nasz wzrok tym tekstem na gest, symbol – którego z przyczyn obiektywnych nie można odtworzyć.

Można powiedzieć, paradoks, ironia losu. My jednak wierzymy, że przypadków nie ma, są tylko znaki, w których – raz bardziej w oczywisty sposób, kiedy indziej w trudniejszy – mówi do nas Bóg. Ta jedność pomiędzy nami – członkami Kościoła – musi dzisiaj mieć miejsce inaczej, niż to tradycja przyjmuje, bez odtworzenia tu, dzisiaj, w tym konkretnym kościele, tego gestu uniżenia, pokornego obmycia nóg przez kapłana dwunastu osobom ze wspólnoty.

W naszym kraju ten gest może nie ma takiego znaczenia – ba, jest sporo kościołów, gdzie obrzęd mandatum w ogóle nie bywa praktykowany w liturgii wielkoczwartkowej. Bardziej obrazowo może to przemawiać w kulturze Wschodu – gdzie człowiek cały dzień pracuje, porusza się na dworze, w spiekocie dnia, w kurzu, brudzie, najczęściej w sandałach. Po takim – zwykłym przecież – dniu aktywności nogi są po prostu brudne, zmęczone, noszą na sobie pył i kurz całego dnia, tego chodzenia, załatwiania różnych spraw, troszczenia się o rzeczy raz bardziej, a raz mniej ważne. Gest obmywania takich nóg to nic przyjemnego, wręcz przykra, o ile nie poniżająca praca – majętne osoby pewnie w czasach Jezusa miały od takich czynności po prostu służbę, nie zajmowały się tym same.

To po prostu gest miłości, bo tylko miłość może popychać człowieka do gestu takiej bliskości, intymności, objęcia człowieka pomimo tego syfu, który ma na nogach. Bóg, który każdego z nas umiłował, ponownie pokazuje, że tak ta miłość wygląda, że takie ma mieć ona przełożenie na relacje między ludźmi. On nas przytula, tak jak to pierwszy raz uczynił w momencie Chrztu, przytula z całym tym balastem, bagażem, brudem po prostu grzechów zwykłego dnia, a właściwie to całego życia, jakie by ono nie było.

On, który jest stworzycielem, mistrzem i twórcą wszelkiego piękna, harmonii, dobra wcale nie obrusza się na to, że na tej naszej drodze błądzimy, mylimy trasę, gubimy się, łazimy po błocie, bagnach, śmietniskach całego świata, tych bliższych i dalszych. Mniej lub bardziej świadomie podejmujemy błędne decyzje, musimy sobie (i innym) coś udowadniać, wychodząc z założenia, że przecież my sami wiemy lepiej, a o sobie to już w ogóle. Czasami na takiej drodze, po takich przejściach, te nogi mogą wyglądać po prostu jak nogi osoby bezdomnej, pozbawionej dachu nad głową, domu, własnego kąta. Nic dziwnego, że właśnie w takich ludziach, osobach z tzw. marginesu, widzimy Twoje, Panie Jezu, oblicze. Przecież Ty powiedziałeś: „cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych…”.

Tu także wskazówkę daje nam papież Franciszek – który nie odprawia liturgii Wieczerzy Pańskiej w wielkich bazylikach Rzymu, nie wybiera do obrzędu mandatum ważnych duchownych, czy świeckich, ale udaje się np. do zakładu dla nieletnich, więzienia, co więcej, obmywa nogi także, o zgrozo (…), kobietom. Wielu to przecież razi, czego dowodzą liczne komentarze – ale jak to, gdzie tradycja, jak można do takiego obrzędu wybierać takie osoby? Pominę działalność kard. Konrada Krajewskiego, która wydaje się być takim jednym wielkim obmywaniem nóg w imieniu papieża wszystkim potrzebującym, chociażby w postaci stworzenia tuż przy wejściu do Bazyliki św. Piotra w Rzymie łaźni dla bezdomnych. Bardziej jasnego, czytelnego znaku trudno oczekiwać – tu właśnie powinien poszukiwać ludzi Kościół, a nie tylko skupiać się na celebrowaniu, świętowaniu, oddawaniu Bogu chwały w liturgii. To także jest ważne, ale Bóg czeka przede wszystkim i przychodzi w drugim człowieku – nie tylko tym, który pogubił się duchowo i wymaga nawrócenia, a jest bardzo majętny, ale właśnie w tym, który po prostu nie ma schronienia, dachu nad głową, posiłku, ubrania, utrzymania.

Tak, liturgia jest szczytem i źródłem chrześcijańskiego życia – świętowanie Pana Boga jest dlatego bardzo ważne, modlitwa – ale w liturgii się to życie chrześcijańskie nie wyczerpuje ani nie zamyka. Bóg czeka w drugim człowieku.

Ty najlepiej widzisz jak nam trudno.
Widzisz ile w nas bólu.
Widzisz nasze zwątpienie.
Słyszysz nasz płacz.
Zburz w nas to, co musi zostać zburzone.
Oczyszczaj, co musi zostać oczyszczone.
Błogosław temu, co w nas dobre.
Daj nam siłę i odwagę.
Do budowania wrażliwej wspólnoty.
Która nikogo nie będzie wykluczać.
Która nikogo nie będzie ranić.
Która nikogo nie będzie deptać.
W której każdy będzie czuć się bezpiecznie.
I każdy będzie wysłuchany.
Ucz nas kochać prostą miłością.
Dostrzegać Cię w codzienności.
Odnajdywać Cię w najsłabszych.
Jezu przyjdź i zmartwychwstań w nas.

(Piotr Żyłka)

foto – 24 marca 2016 r., obrzęd mandatum z udziałem papieża Franciszka – źródło

Dodaj komentarz