BÓG A FISKUS

Uczeni w Piśmie i starsi posłali do Jezusa kilku faryzeuszów i zwolenników Heroda, którzy mieli pochwycić Go w mowie. Ci przyszli i rzekli do Niego: Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i na nikim Ci nie zależy. Bo nie oglądasz się na osobę ludzką, lecz drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie? Mamy płacić czy nie płacić? Lecz On poznał ich obłudę i rzekł do nich: Czemu Mnie wystawiacie na próbę? Przynieście Mi denara; chcę zobaczyć. Przynieśli, a On ich zapytał: Czyj jest ten obraz i napis? Odpowiedzieli Mu: Cezara. Wówczas Jezus rzekł do nich: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga. I byli pełni podziwu dla Niego. (Mk 12,13-17) 

Wtedy im było łatwiej. Był obok nich, między nimi chodził, nauczał. Na początku chcieli Go skompromitować – właśnie takimi podchodami, lapsusami słownymi, grą słów – żeby powiedział coś, co będzie można nagłośnić, polamentować nad tym, porozdzierać szaty, aż wreszcie dopiąć swego – oskarżyć, o cokolwiek, i pozbyć się. A w każdym razie uciszyć. Choć najlepiej to pozbyć – żeby mieć pewność. 

Czy sednem tego, o czym tutaj dzisiaj mowa w tekście, są podatki? Nie. Tu chodzi o relacje pomiędzy tym, co jest ludzkim obowiązkiem wobec Boga, a ludzkim obowiązkiem jako członka społeczeństwa wobec jakieś tam zwierzchniej władzy w tym społeczeństwie. Nie chodzi o to, czy płacić, czy nie. Pewnie – trzeba płacić. Nie wnikając w kwestie drugorzędne, choć istotne – jakie te podatki są, na co są pożytkowane itp. – człowiek ma obowiązek partycypować w utrzymywaniu społeczeństwa i jego struktur. I to jest raczej dość oczywiste (no chyba że ma się do czynienia z jakąś odmianą anarchii). 

Wiara nie zwalnia z tych obowiązków w stosunku do państwa. One są równoległe jakby. Ten odnośnie obrazkowego podatku na cezara (wtedy; dzisiaj – państwo) jak i obowiązek bycia w porządku z Bogiem, skoro się twierdzi, że się w Niego wierzy. Rozliczasz się z fiskusem – rozliczaj się tak samo z Bogiem. Przykład dobry, bo ludziom czasami się wydaje, że Boga zadowoli to, że się raz na jakiś czas (w podbramkowej sytuacji) pomodli człowiek (bo nie ma pomysłu jak sobie z czymś poradzić – nie dlatego, że specjalnie wierzący), że czasem jak mu się przypomni to i mszę świętą zamówi za kogoś z rodziny (choć raczej dla zachowania pozorów przed rodzicami – za babcię śp., ale już o mszy za żywych nie pomyśli), czasem i wyspowiada się (bo trzeba do jakiegoś sakramentu), a w ogóle to przecież nie kradnie – więc chyba dobry jest i Bóg nie powinien się czepiać?
Bóg nie daje się zbywać. A jeśli człowiekowi się wydaje, że daje – to jest w błędzie, i tym gorzej dla niego. Tylko że On nie upomina się o swoje co miesiąc (co w przypadku podatków odczuwamy w postaci różnicy pomiędzy tym, co w umowie o pracę jest brutto, a tym co faktycznie na konto dociera netto) albo nie każe PITa złożyć raz w roku. Tutaj rozliczenie będzie globalne, całkowite, na samym końcu. I, dla niektórych niestety, nie ma izby skarbowej, do której można się odwołać od decyzji Boga. 
Tak jak wtedy faryzeusze jakby z Bogiem-Człowiekiem się droczyli, wystawiali Go na próbę – tak dzisiaj podobnie jest, zarówno z Bogiem, jak i tym państwowym fiskusem. I o ile są ludzie, którym faktycznie – dzięki tzw. kreatywnej księgowości – udaje się oszukać państwo, to sporo jest również tych, którym wydaje się, że oszukali Boga. Że są kwita, i On nic nie będzie od nich chciał. Tylko że – po pierwsze – Bóg od człowieka niewiele chce, i to raczej człowiek ciągle czegoś chce od Boga, a po drugie – wcale nie są kwita, gdy człowiek oszukuje. Bo w modlitwie i tym wszystkim, co niektórym wydaje się samym w sobie być sednem i wystarczającym, aby nazwać ich chrześcijanami – liczy się treść, intencja, serce – a nie formułki,  forma, choćby i milion razy powtarzana.

Tak jak żydom się wtedy wydawało, że Boga zakręcą, uśpią Jego czujność, podejdą przymilaniem (nauczycielu, wiemy że jesteś prawdomówny etc.), tak i dzisiaj wielu myśli, że Go oszuka. I bardzo są w błędzie. Jak oszukać kogoś, kto patrzy w serce, widzi je na wylot, zna wszystkie myśli, pragnienia, plany? Zna każdą odpowiedź, zanim padnie pytanie? Tak – nie da się. Po prostu się nie da. Nie da się Boga oszukać – ani udając religijnego i w porządku w stosunku Niego, ani w kwestiach niby bycia w porządku w stosunku do państwa. 
Rozwiązanie? Nie kombinować. Nie próbować lawirować, oszukiwać, kręcić – ani w relacjach z władzą ziemską, państwową, ani tym bardziej w relacjach z władzą, która tę władzę ziemską dała, czyli z Bogiem. Szkoda czasu. Naprawdę. Ile trzeba się namęczyć, nakombinować, żeby coś dla siebie uszczknąć, zabierając coś należnego innemu… Warto? Moim zdaniem – w tym samym czasie, z czystym sumieniem, dwa razy można by wywiązać się z tego faktycznego obowiązku. Tak po prostu.
Co mi to da? Może niewiele, jak kto woli. Ale na pewno – poczucie, że wywiązywanie się z obowiązku wobec człowieka, władzy, jest właściwie także darem dla Boga, wypełnieniem Jego woli. I jednocześnie – że każdy szczery gest z mojej strony w kierunku Boga (żeby to nazwać: wypełnienie obowiązku wobec Boga) jeszcze bardziej otworzy mnie na działanie Jego łaski, która bardziej pomoże mi być otwartym na potrzeby drugiego człowieka. Mnie to wystarczy.

Dodaj komentarz