Apostołki apostołów

Pan Jezus zaskakuje również w tym, co – nie da się ukryć, trafnie – podkreślają środowiska feministyczne w Kościele. Nie można zaprzeczyć – Zbawiciel ukazał się najpierw kobietom. Wybrał to… najmniej wiarygodne z punktu widzenia kulturowego źródło świadectwa, lekceważone. Ale jednak. Dopiero kobiety od pustego grobu pobiegły do apostołów. Jak mówi znany dowcip, Jezus świadomie wybrał właśnie kobiety – dzięki czemu miał pewność, że wieść o zmartwychwstaniu się rozniesie.

Wystarczy spojrzeć na liturgię słowa Wielkiej Nocy, a więc czy to Liturgii Wigilii Paschalnej, czy też samej Niedzieli Zmartwychwstania, ale i II dnia świąt (przytaczam w tej kolejności – ostatnie dwa okrajając do części dotyczącej samych kobiet):

W pierwszy dzień tygodnia poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu zastały odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał. Przypomnijcie sobie, jak wam mówił, będąc jeszcze w Galilei: Syn Człowieczy musi być wydany w ręce grzeszników i ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie. Wtedy przypomniały sobie Jego słowa i wróciły od grobu, oznajmiły to wszystko Jedenastu i wszystkim pozostałym. A były to: Maria Magdalena, Joanna i Maria, matka Jakuba; i inne z nimi opowiadały to Apostołom. Lecz słowa te wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary. Jednakże Piotr wybrał się i pobiegł do grobu; schyliwszy się, ujrzał same tylko płótna. I wrócił do siebie, dziwiąc się temu, co się stało. (Łk 24,1-12)

Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono. Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. (…) (J 20,1-9)

Gdy anioł przemówił do niewiast, one pośpiesznie oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i biegły oznajmić to Jego uczniom. A oto Jezus stanął przed nimi i rzekł: Witajcie. One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: Nie bójcie się. Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą. Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. (…) (Mt 28,8-15)

Kwestią drugorzędną wydaje się być to, jakie imiona owe kobiety nosiły – jako że poszczególni ewangeliści nie są w tym zakresie zgodni. Wspólnym mianownikiem jest jednak Maria Magdalena (właściwie: Maria z Magdali, która od, datowanego na ok. 591 r., niefortunnego kazania papieża Grzegorza I została dość niezrozumiale połączona i odtąd, błędnie, do dziś utożsamiana jest z jawnogrzesznicą – co z ambon słychać także w naszych czasach; a może to był zabieg celowy? takie celowe umniejszenie, upodlenie tej, której nie można odmówić bycia pierwszym świadkiem Zmartwychwstania? albo po prostu dodanie do postaci, której należało by raczej dodać przymiot świętości, rysu właściwego dla klasycznego postrzegania kobiety jako źródła cielesnej pokusy?).

Bez względu na źródło – to kobiety stają się pierwszymi świadkami Zmartwychwstania, tymi, które od pustego grobu biegną do apostołów, aby przekazać radosną nowinę (w czym zresztą nikt nie daje im wiary, bo i jak). Warto zwrócić uwagę – pomimo marginalizowania ówczesnego roli kobiet, w tym wypadku padają bardzo konkretne imiona, które powtarzają się po raz kolejny w tekstach biblijnych. Ergo, musiały być to postaci znane i jednoznacznie kojarzone między pierwszymi naśladowcami Mistrza z Nazaretu – czemu trudno się dziwić, skoro ich świadectwo wyprzedza świadectwo Dwunastu. Nie, to żadne zawody – kto pierwszy – ale jednak. One zaświadczyły pierwsze. 

Z punktu widzenia ówczesnej pozycji społecznej kobiet – paranoja. No bo kto by takim uwierzył? Ślady takiego rozumowania w kontekście historii Jezusa widoczne są u starożytnych filozofów, wyśmiewających takie kobiece świadectwo – i nie chodzi tu tylko o zapis u Józefa Flawiusza odnośnie tego, że kobieta nie mogła być świadkiem w sporze, nie można było od niej przyjmować zeznań. A zatem, można dojść do wniosku, że gdyby pierwsi redaktorzy Pisma Świętego chcieli być „lepsi od Boga”, mogli by „podrasować” nieco i przydać wiarygodności zapisom ewangelicznym o zmartwychwstaniu… usuwając z nich kobiety. I to właśnie, że do takiej „korekty redaktorskiej” nie doszło, świadczy o prawdziwości takiego niedocenianego świadectwa. Znowu paradoks.

Ale czy na pewno paradoks? Nie jestem przekonany. Za Jezusem chodziło wielu, byli apostołowie, później dalsi 72 uczniów i całe rzesze innych, nie mówiąc o tych, którzy dawali świadectwo poza nimi – choćby osoby, które zetknęły się z uwolnionymi przez Pana od złych duchów, uzdrowionymi czy wskrzeszonym Łazarzem, córką Jaira, i ilu ich tam nie było. A jednak, wydaje się że to właśnie kobiety niejako zapracowały na zaufanie od Mistrza – w końcu to tylko one, poza Janem, wytrwały na drodze krzyżowej i stały pod krzyżem Jezusa. Reszta – apostołowie, pierwsi pasterze Kościoła, pierwszy papież Piotr – pouciekała. Tak, te słabe kobiety.

Po co kobiety szły do grobu? W niektórych wersjach, aby namaścić ciało Jezusa; według innych, po prostu, aby zobaczyć ciało Mistrza. Emocjonalne? Może. Ale ile było w tym miłości, tęsknoty, przywiązania, a jednocześnie odwagi – w końcu szły do grobu wichrzyciela, uzurpatora, zabitego fałszywego Mesjasza… Uczniowie woleli zabarykadować się w wieczerniku, przerażeni tym, co się wydarzyło. 

A może po prostu uwierzyły w tę Jezusową obietnicę? «Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo» (J 2, 19). W końcu – w opisach ewangelicznych niezrozumiały – Jezus zapowiadał, co się wydarzy. A jednak, Zbawiciel tyle mówił, tak pięknie nauczał – z mocą, nie jako obiecanki-cacanki. Tu nie chodzi o meandry teologii czy filozofii – kobiece serce mogło po prostu wyczuć, że On wie, o czym mówi, i tak właśnie się stanie. Tym bardziej, że tak wielu zostało właśnie Jego mocą uzdrowionych – ot, choćby sama Maria z Magdali, uwolniona od demonów. Miała zwątpić? Na własnej skórze poczuła, ile może Bóg w swoim Synu. 

Znamienne jest – na co zwróciłem uwagę dopiero teraz – jak bardzo istotna jest prawda o tym, że to kobiety stanęły pierwsze przy grobie, i to zasłoniętym kamieniem, w kontekście zestawienia wersji Łukasza (Łk 24,1-12) i Mateusza (Mt 28,1-15 – całej, nie w tej okrojonej części, w jakiej cytuję ją powyżej; i jeszcze od początku rozdziału). Kobiety przychodzą przed grób, który nie nosi śladu jakiejkolwiek ingerencji. Wszystko jest tak, jak zostało w Wielki Piątek: ciało w środku, zawalone kamieniem, i straże u wejścia. Tylko Mateusz mówi, że tak to było – Łukasz przedstawia całość tak, jako by kamień od grobu był już odsunięty. Nagle działa moc z Wysoka, pojawia się – w zależności od wersji – 1 lub 2 aniołów, i do tego zasiada(ją) sobie wygodnie na odwalonym Bożą mocą kamieniu. „Nie bójcie się. Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą” (zestawiając anielski przekaz od Łukasza i Mateusza). Żołnierzy szlag przysłowiowy trafia – nie wiemy, czy dosłownie – i kurtyna. Gdyby nie kobiety, które to wszystko widziały, były tego świadkami – wymyślona na prędce przez arcykapłanów bajka o wykradnięciu ciała Jezusa przez Jego uczniów mogła by zostać uznana za prawdziwą. Kiedy do grobu przyjdą inni – grób będzie już bowiem otwarty, kamień odwalony, i ciało Pana zniknęło.

Nic więc dziwnego, że – te 2000 z hakiem lat później (przeszło 1100 lat od powstania tego hymnu) – nadal przez 3 dni (od Liturgii Wigilii Paschalnej do Poniedziałku Wielkanocnego) śpiewamy, i to na stojąco, w Kościele, może według dzisiejszych standardów mało radosną jeśli chodzi o melodię, sekwencję z takim tekstem:

Maryjo, ty powiedz, coś w drodze widziała?
Jam Zmartwychwstałego blask chwały ujrzała.

Żywego już Pana widziałam, grób pusty,
I świadków anielskich, i odzież, i chusty.

Zmartwychwstał już Chrystus, Pan mój i nadzieja,
A miejscem spotkania będzie Galilea.

Bo widziała – co zresztą samo w sobie może nie jest czymś nadzwyczajnym, jako że Jezusa Zmartwychwstałego miało widzieć przeszło 500 osób w tych pierwszych dniach po wydarzeniach Nocy Paschalnej („ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli” – 1 Kor 15,5-6). Ale widziała jako pierwsza. I to od niej dowiedzieli się apostołowie – ci, których dzisiaj się takowymi nazywa, pierwszymi świadkami, choć faktycznie nimi nie byli – przy dyskretnym równocześnie przemilczeniu tego, kto był tam pierwszy (nie kojarzę żadnej homilii czy komentarza o tym, że to właśnie kobieta była tym pierwszym świadkiem).

Rola tych kobiet jest nie do przecenienia – można się spierać, „co by było, gdyby…” one nie widziały zapieczętowanego grobu, zanim nie odwalił od niego kamienia anioł, i że Jezusa tam już wtedy nie było, czy i na ile dano by wiarę historii o kradzieży ciała i profanacji grobu. Ale one widziały – zmartwychwstał Pan i nadzieja, ich i nasza. To Bóg wybrał je na świadków, tych najpierwszych z pierwszych. 

Gdyby ktoś się chciał pomodlić za wstawiennictwem apostołki apostołów św. Marii Magdaleny – jej wspomnienie to 22 lipca 🙂 A dla osób z okolicy Trójmiasta – poświęcony jest jej, pod drugim (mniej znanym) tytułem, kościół parafialny w Chwaszczynie.

Dodaj komentarz